Szosowy wyjazd w Bieszczady

Nie czuję się dobrym kolarzem, i pewnie nigdy już takim nie będę. Za późno o jakieś 25 lat 😉 Prawdę mówiąc, nie czuję się nawet kolarzem – ale kocham, naprawdę kocham, jeździć rowerem szosowym.

Udało mi się nawet namówić kilka osób do uprawiania tego sportu – w tym moją żonę (która paradoksalnie kilka lat temu namówiła mnie na pierwszy “jakikolwiek” rower).

Rowerem szosowym w Bieszczady – jak to się wydarzyło

Planując mocno zaległy urlop, podczas przeglądania biur podróży kompletnie nie mogliśmy z Kasią znaleźć nic co:

a) nie nie kosztowałoby majątku
b) było dla nas i naszych przyjaciół interesujące i spełniało by warunek A
c) było logistycznie do ogarnięcia, i wpasowało się w nasze okienka urlopowe.

Jakoś w połowie maja, podczas rozmowy z Łukaszem spontanicznie padł pomysł pt. “a może by tak jebnąć wszystko i wyjechać w Bieszczady?” Szybka konsultacja pomysłu z Kasią, Malwiną oraz Arturem skutkowała tym, że kilka godzin później wszystko wstępnie było już zaplanowane. Na początku czerwca jedziemy z rowerami szosowymi w Bieszczady, bez większego planu, za to z zamiarem robienia tego co sprawia nam przyjemność.

Czy było warto wybrać się na szosowy wyjazd w Bieszczady?

Zobacz zdjęcia z naszego wyjazdu i sam to oceń.

Jeżeli masz wątpliwości czy warto o siebie zadbać To pomyśl o tym, że w 2015 roku, w wieku 32 lat ważyłem 115 kg. a moje wyniki badań wskazywały raczej, że nie dożyję 2019 roku… Tymczasem w 2019 roku ważę 78 kg., I mam się nadzwyczaj dobrze – kup rower i sam się przekonaj. A później jedź w Bieszczady – warto!

Planując szosowy wyjazd w Bieszczady koniecznie musisz zaliczyć podjazd na Szybowisko Bezmiechowa.

Niech nie zaraża Cię % nachylenia tego podjazdu, czy znaki takie jak „Uwaga ostoja niedźwiedzia – możliwe spotkanie” – widok na okolicę (i zmęczenie od podjazdu – lub „spaceru wstydu” 😉 ) dosłownie zabiera dech w piesi!