Mam wiele pasji i zainteresowań – było tak od zawsze, a na pewno odkąd tylko pamiętam. Pomimo tego, że pasje i marzenia zmieniają się z czasem – jedne zostają, a jeszcze inne z wielkim sentymentem pozostają już trochę na uboczu. To mam z tym pewien problem, a właściwie miałem – bo dotarcie do tego co dziś wydaje mi się tak bardzo oczywiste zajęło mi ponad 30 lat.

Zawsze starałem się i staram nadal realizować swoje marzenia, tak na 100% a nie tylko trochę czy „w wolnej chwili” ale na maxa! Bo mam świadomość, że pewne możliwości są tylko tu i teraz, że patrząc na świat oczami swojej pasji czy zainteresowań łatwo dotrzeć pewien fokus – pryzmat na sprawy, tematy i możliwości, których normalnie pewnie nawet bym nie zauważył. Zawsze uważałem, że warto „kuć żelazo puki gorące”, i zazwyczaj dobrze na tym wychodziłem.

Dzięki temu spotykało mnie w życiu wiele wspaniałych chwil – momentów, które z pewnością zapamiętam do końca życia, a co najważniejsze dzięki temu poznałem także wiele osób, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym, dzięki którym otworzyły się przede mną nowe możliwości i wyzwania.

Znacie to uczycie kiedy kładziecie się spać i czujecie, że to był naprawdę dobry dzień, taki wykorzystany na 100%, że lepiej być nie mogło. O tym właśnie piszę.

Problem polegał na tym, że często nie mogłem się zdecydować czym się zająć i co mam robić. Skoro trzeba było iść na uczelnie, czy iść do pracy i zajmować się tematami które ok – w pewnym stopniu zazębiają się z tym czym się interesuje (bo nie wyobrażam sobie pracy, w której realizuję sprawy kompletnie mi objęte), ale nie są bezpośrednio istotą sprawy – zamiast robić to co czujesz, że jest teraz Twoim życiowym priorytetem, i że jest dla Ciebie naprawdę ważne.

Znacie to poczucie dokonywania wyboru, taki wybór 0-1 pomiędzy tym czego chcę, a tym co powinienem? Nigdy nie idę do pracy nawet gdy zwyczajnie mi się tego nie chce (bo akurat wczorajsze spotkanie ze znajomymi było zbyt przyjemne aby przerwać je o pierwszej w nocy) z przekonaniem, że „muszę iść do pracy”, że „znowu poniedziałek”. Szczerze to już dziś doskonale wiem, nic nie muszę – wszystko mogę, mogę iść do pracy, mogę też z niej zrezygnować i dokonać zupełnie innego wyboru (tak łatwo mi to pisać z wielu względów mogę sobie na to pozwolić). Mogę też zrozumieć, że to co dziś często modnie określane jest jako work-life balance to nie godzina 08:00 – 16:00. Dla mnie to swojego rodzaju sinusoida, która wyznacza pewien rytm życia. Sinusoida, która raz sprawia, że trzeba dłużej zostać w biurze, zabrać pracę do domu, a innym razem kompletnie nie myśleć o niej i natychmiast po wyjściu z biura przestawić się na zupełnie inny tok myślenia.

Myślę o tym za każdym razem kiedy jadąc w ciepły słoneczny czwartek do pracy na popołudniową zmianę mijam po drodze do Mielna, wielu uśmiechniętych rowerzystów – tych bardziej profesjonalnych i tych nieco mniej. Bo właśnie jedną z moich ostatnich pasji jest rower – będzie o tym zdecydowanie więcej na blogu – kompletnie zwariowałem na tym punkcie. Praktycznie nie ma dnia abym nie myślałem o tym kiedy wyjadę na drogę aby wykręcić kolejne kilometry, które z każdym treningiem jakoś tak łatwiej i szybciej przemijają na liczniku.

IMG_1051

Wszystko w życiu ma swój czas, wszystko zdążysz zrobić, nie marnuj tylko swoich 24h na szukanie balansu pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Tylko zacznij działać, znajdź swój sposób, tu i teraz. Nie wmawiaj sobie, że „od jutra” czy „od poniedziałku”, że nie masz czasu. Gwarantuje, że im więcej robisz tym odczujesz, że masz go zdecydowanie więcej. Zrób to teraz! Twoje życie to też praca, nie denerwuj się – tylko spokojnie rób swoje, a dobrze na tym wyjdziesz.

Nie wiesz jak to wszystko poukładać ?
Dodaj naszego bloga do czytnika RSS bo o zarządzaniu sobą w czasie także będzie całkiem sporo.

Miłego dnia!

BTW: Zdjęcie wykonane podczas ostatniego dnia wakacji 2016, mały wyjazd za miasto (strava).